9.8.17

Koncert Eda Sheerana w Berlinie

Witajcie, nie wiem czy ktoś z Was pamięta jeszcze kim jestem i co tutaj robię. Tak, postanowiłam znowu spróbować blogować. Minęło dużo czasu odkąd napisałam coś innego poza notatkami na uczelnie. Czas to zmienić, czas znowu zacząć się rozwijać. 
Skoro znowu się do was odzywam chciałabym zacząć wydarzeniem, które miało miejsce już kilka miesięcy temu, ale mimo to dalej o nim myślę i dalej wspominam je bardzo miło.


W marcu tego roku spełniłam jedno z moich koncertowych marzeń. Jeśli ktokolwiek z was zabłądził w ostatnim czasie na mojego instagrama lub twittera mógł zobaczyć, że był to koncert Eda Sheerana w Berlińskiej Mercedes-Benz Arenie.
Uważam, że należałoby zacząć od tego w jaki sposób udało mi się kupić bilet na to wydarzenie. Drugiego lutego tego roku rozegrała się bitwa o bilety. Fani Eda stanęli ramie w ramie by kupić w wielu przypadkach jakikolwiek bilet. Wielu poległo w starciu z serwerem eventimu. Z tego co udało mi się wyszperać w internecie koncert wyprzedał się w zaledwie kilkanaście minut, a wiele osób pisało, że kiedy udało im się wreszcie dostać na stronę to żadne bilety nie były już dostępne. Na szczęście ja dałam rade, kupiłam drugi sektor od sceny na trybunach dolnych. Skończyłam, co prawda w zupełnie innym miejscu ale o tym później.


27 marca 2017 roku, bo wtedy miejsce miał tenże koncert, wypadł na moje nieszczęście, a może szczęście w poniedziałek. Dodatkowo był to normalny poniedziałek, a ja miałam rano zajęcia na uczelni. Od samego początku byłam w o tyle dobrej sytuacji, że ze Szczecina (gdzie mieszkam) do Berlina jest blisko, a już zwłaszcza samochodem. Nie przeszkodziło mi to w obecności na porannych wykładach i ćwiczeniach.
Kiedy odsiedziałam swoje na uczelni pognałam z prędkością światła do domu aby przygotować się do wyjazdu. Potem wiadomo. Szybkie sprawdzanie torebki, dopakowanie ładowarki, biletu, picia i innych pierdół. Około godziny 12.30 nareszcie wyjechaliśmy. Po perypetiach z nawigacją, kilkukrotnym zgubieniem drogi w Berlinie i sprawdzaniu moich umiejętności w dogadaniu się po angielsku (po niemiecku umiem się jedynie przedstawić) nareszcie dojechaliśmy do celu. Znaleźliśmy wjazd na parking, podładowałam telefon i poszliśmy pod arenę. W tym miejscu mój tata poszedł w swoją stronę, a ja zostałam sama.
Byłam co prawda umówiona z koleżanką, ale zanim udało nam się znaleźć (a mimo to, że miałyśmy telefony nie udało nam si zdzwonić, tylko szukałyśmy się na czuja) spędziłam sama jakieś 30 min.


Nie spodziewałam się, że spotkamy tak wielu Polaków, a co ciekawe całkowicie przypadkowo spotkałam koleżankę z twittera. W tym miejscu nie kończą się przypadkowe spotkania na koncertach z jedną z dziewczyn, które tam poznałam, ale o tym dowiecie się w następnym poście.
Jednak wracając do koncertu Eda. Przy wejściu do obiektu przeszłam przez szczegółową kontrole, sprawdzono mój bilet, dowód osobisty, torebkę, przeszłam przez bramki z wykrywaczem metalu, a że miałam w kieszeni monetę i bramka zapiszczała to zostałam jeszcze raz dokładnie przeszukana. Mimo stresu uważam, że tak powinno dziać się przed każdym koncertem również w Polsce.
Jednak udało sie, weszłam na aren, jednak nie byłabym sobą, gdybym nie stwierdziła, ze obejdę system i będę obok koleżanki z którą przyszłam, a której miejsce było w innym sektorze. Okej, może o i szczeniackie zagranie, ale udało się i koncert spędziłam w sektorze przy samej scenie.


Przechodząc do samego koncertu. Ed jest fantastycznym artystą, a na żywo brzmi dokładnie tak jak na płycie, co nie zdarza się często. Usłyszeliśmy największe hity z najnowszej płyty, tak jak i piosenki z wcześniejszych krążków, co dla nas fanów, było ogromną gratką. Były momenty gdzie cała sala śpiewała razem z nim i takie gdy wszyscy słuchali. Dalej nie mogę uwierzyć w to, że miałam mojego ukochanego artystę niemalże na wyciągniecie reki. Podziwiam, ze jest w stanie jednocześnie grać na gitarze, śpiewać i skakać po całej scenie. 
Już za rok znowu będę miała okazje go zobaczyć, ale o tym również planuje kolejny post. Cały koncert minął oczywiście za szybko i szkoda było opuszczać hale Mercedesa.
Na drugi dzień musiałam jednak iść na zajęcia, a i tak byliśmy w domu dopiero o 4 rano gdyż wyjeżdżając z Berlina złapaliśmy gumę.



























Żeby zobaczyć filmiki, które dodałam na twittera kliknij >>TUTAJ<<
Również na instagramie pojawiły się zdjęcia i filmiki >>TUTAJ<<
A dla przeciwników twittera propozycja numer dwa, czyli nagranie jednej z piosenek, które dodałam na youtube :)



Love,
ShinyyGirl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz