20.3.16

"Magia" studniówki

Dzień dobry, witam, cześć, hej, heloł…


Dawno mnie tu nie było, pewnie powinnam się wytłumaczyć, ale tego nie zrobię. Nie muszę i skorzystam z tego przywileju. Już jestem i nie wybieram się w żadną niekończącą się podróż. Jeśli ktoś z was lubił moje poprzednie posty, to i tym razem powinien być zainteresowany.

Działo się kilka rzeczy na tyle ciekawych, że postanowiłam się z wami mini podzielić. Wyszłam już pewnie z wprawy w pisaniu o czymś, do kogoś, twórczo i poprawnie, ale coś za coś. Muszę znowu przywyknąć.



Minął już ponad miesiąc od mojej studniówki, a mimo to, jak założyłam sobie w styczniu, chcę napisać na jej temat kilka słów. Impreza odbyła się w mojej szkole wyjątkowo późno, bo 19 lutego. Wiadome jest to, że towarzyszył jej rozgardiasz, ogromne przygotowania, bieganie po sklepach i salonach piękności. My, dziewczyny prześcigałyśmy się w wymyślaniu kreacji, a rozmową na temat jedynie słuszny nie było końca.

Zawsze wydawało mi się, że będzie to wieczór magiczny, wznosiłam go niemalże na piedestał, tworzyłam wokół niego otoczkę czegoś niesamowitego, najlepszej nocy w życiu i czegoś co wpłynie na mnie w jakiś niewyobrażalny sposób. W tym momencie siedząc przed komputerem ileś tygodni później jedyne co nasuwa mi się na myśl to stwierdzenie „zwykła impreza w ładnych sukienkach”.

Może przeczę sama sobie, bo spędziłam kilka miesięcy ucząc się układu poloneza pokazowego, tańczonego przez wybraną grupę uczniów. Owszem był to zaszczyt, owszem stresowałam się niesamowicie, a moi rodzice byli ze mnie bardzo dumni, ale to wszystko. To by było na tyle jeśli chodzi o wyjątkowość tego dnia. Jasne, bawiłam się dobrze, tańczyłam, wyszłam na zdjęciach jak kretynka, ale przez moją wybujałą wyobraźnie zawiodłam się sama na sobie. Jestem pewna, że dzień ten będę wspominać pozytywnie i cieszyć się, gdy tylko przypomnę sobie ile czasu wytrzymałam w szpilkach.

Chciałam pokazać wam kilka zdjęć, ale nie wiem czy inni będą zadowoleni widząc tu swoją twarz, więc coś, co udało mi się znaleźć w telefonie, zapewne zobaczycie gdzieś na dole czy na górze. Teraz widzę, że ten post nie będzie długi, ale właściwie to przez to, że pisząc go chciałam się przywitać i w pewien sposób zmotywować, bo lubiłam dla was gryzmolić. Zwłaszcza, że jestem członkiem jednej bardzo ciekawej inicjatywy, którą zamierzam się z wami podzielić, więc jestem pewna, że zobaczycie efekty tego co robimy i jak świetnie się przy tym bawimy. Widziałam też kilka (no dobra więcej niż kilka) nowych sztuk więc szykujcie się na #ShinyyGirlKulturalnie .

Love,

ShinyyGirl



3 komentarze:

  1. Sliczne paznokcie, szkoda że nie pokazałaś kreacji
    Dyed Blonde

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę powodzenia w blogowaniu!
    Mi do studniówki jeszcze daleko i nie czekam na nią jakoś szczególnie. Tak jak napisałaś, to zwykła impreza w ładnych sukienkach :)
    Poszerzając horyzonty - Klik!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że nie pokazałaś sukienki . Ja swoją studniówkę wspominam bardzo dobrze . Jak dla mnie to był wyjątkowy i na prawdę magiczny dzień :D

    OdpowiedzUsuń