7.1.16

4. #ShinyyGirlKulturalnie: "Godzina Spokoju" - Teatr Współczesny w Szczecinie




"Odbierzesz przeciętnemu człowiekowi jego kłamstwo życia, 
a wziąłeś mu zarazem całe szczęście."

~Henryk Ibsen


     Od wieków ludzie kłamią. Rodziny oparte są na kłamstwie, a niedopowiedzenia grają rolę pierwszych skrzypiec. Michel, główny bohater tejże sztuki wpada, niczym torpeda, przez drzwi swojego mieszkania. Obładowany zakupami, ale z jakiegoś niewyjaśnionego powodu wydaje się zbyt szczęśliwy jak na człowieka w sobotni poranek. Gubiąc po drodze jakieś pomarańczowe warzywo woła swoją żonę. Tak, już teraz, w tym momencie, już… musi pochwalić się swoją zdobyczą z pchlego targu. Znalazł płytę, która w jego mniemaniu jest zupełnym majstersztykiem! Marzy tylko o jednym. O godzinie spokoju.

     Oczywiście jak to w teatrze, czy literaturze bywa, a już zwłaszcza w komediodramatach, całe życie wali mu się na głowę. Poza remontem, żoną chcącą rozmawiać koniecznie w tym momencie, sąsiadem, którego mieszkanie zostało zalane, przyjacielem, który ma wpaść za godzinę i dzwoniąca kochanką, pojawia się syn Sebastian, członek zespołu heavy metalowego, o wdzięcznej nazwie The Fuckers, który postanowił zmienić swoje imię na pseudonim sceniczny Fuckin' Rat. 

     To jest moment gdy wszystko się zaczyna. Jedno wyznanie żony Michela powoduje lawinę zdarzeń, które doprowadzają do destrukcji rodziny. Kłamstwa skrywane od lat, fałszywi przyjaciele, a przede wszystkim toksyczność domu, w którym Sebastian się wychował doprowadzają do jego emocjonalnej destrukcji. Ludzie, tak jak Fuckin Rat przyodziewają różne maski, by zwrócić na siebie uwagę najbliższych. Często mimo wszystko są odpychane, co rani ich bardziej niż fizyczne obrażenia. Rozwój psychiczny jest zachwiany i często nie mogą znaleźć swojej drogi. Pozornie poprawne relacje, zbudowane na kłamstwie nie przetrwają długo. 

     Jednak nie dajmy się zwariować, poza faktem, że sztuka niosła ze sobą ogromne przesłanie, które wielu rodziców powinno wziąć sobie do serca, była również komedią z ogromną ilością komizmu słownego, sytuacyjnego i postaci. Wyobraźcie sobie hydraulika mówiącego łamanym angielskim, przebijającego rurę od kanalizacji, albo upierdliwego sąsiada, który na dodatek obraża tę ukochaną płytę, na którą główny bohater chciał znaleźć to 3600 sekund spokoju! Aż strach się bać co wydarzyłoby się gdyby poprosił o 7200 sekund!

     Najbardziej charakterystyczną postacią był oczywiście Sebastian, który bawił, ale jednocześnie pokazywał dziecko źle czujące się w domu i żyjące w rodzinie zdeprawowanej w mniejszy lub większy sposób. Sam aktor wcielający się w tę rolę (dla zainteresowanych Wojciech Sandach) stworzył niemalże genialny obraz zagubionego metalowca, zjadającego szczury na koncercie.

     Jednak do łez rozbawiał Leo, fachowiec, podający się za Polaka… Jednak nic nie może być za proste, czy jest tym za kogo się podaje? O nie! Chyba nie sądzicie, że zdradzę wam tę tajemnice? Współczesny jak zwykle zaskoczył, bardzo pozytywnie i poprawiając nastrój. Oby więcej takich spektakli! W pewien sposób, humorem dorównywał „Szkole żon”, o której wpis dla was szykuję!

     Powinnam również wspomnieć, że wizyta w teatrze, na tejże sztuce była nagrodą za udział w konkursie literackim organizowanym przez Teatr Współczesny w Szczecinie z okazji projektu „Klasyka Żywa” na 250-lecie teatru publicznego w Polsce. Mój tekst konkursowy, również chciałabym wam kiedyś pokazać. Kto wie, może już niedługo?

Love,
ShinyyGirl


Źródło filmu: YouTube


6 komentarzy:

  1. oo gratuluję i życzę dalszych sukcesów :)
    a co do teatru.. nigdy go nie lubiłam, ale chyba tylko dlatego, że teatr kojarzył mi się z "ekranizacją" lektur, na które chodziliśmy ze szkoły, teraz mam ochotę obejrzeć coś ambitnego i ciekawego, może niedługo... :))

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post ! :)
    Wspólna obserwacja ? :)
    scrapbooksstyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. super wpis:)
    obserwuje, zapraszam do siebie i liczę na rewanż:)

    OdpowiedzUsuń