21.6.15

Londyn 2015



OD CZEGO ZACZĄĆ?


Długo zastanawiałam się od jakiej notki powinnam zacząć. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się kilka ciekawych rzeczy i wybranie jednego było jak kazanie matce zdecydować, które dziecko kocha najbardziej. Nie, to złe porównanie ale mam nadzieję, że każdy z was wie co mam na myśli. W tak krótkim czasie zwiedziłam Londyn, zakończyłam sezon teatralny 2014/2015 (oczywiście z perspektywy widza), zostałam właścicielką płyty z muzyką z jednej z moich ulubionych sztuk, podjęłam się wyzwania książkowego (mimo, że jest już połowa roku), wykreśliłam kolejne pozycje z mojej listy „Before I die”, odwiedziłam park dinozaurów, czy napisałam pracę na konkurs literacki. Fakt faktem, już za dwa tygodnie wyjeżdżam nad morze więc niemiłosiernie się nudząc będę miała dużo czasu na tworzenie wakacyjnych postów dotyczących ciekawych filmów, książek, czy tych kilku plenerowych imprez na które się wybieram.



BEZ PRZEDŁUŻANIA!


Po długich rozmyślaniach zdecydowałam się na recenzję wycieczki do Londynu, która pisałam do szkoły oraz kilka zdjęć z pobytu w tym mieście.


START!

30 maja niewątpliwie był bogaty w różnorakie emocje. Każdy z nas, mniej lub bardziej podekscytowany zajął wyznaczone miejsce i ruszyliśmy. Pierwsze kilkanaście godzin minęło pod znakiem słuchania muzyki, drzemania i spekulacji, czy to pokój spełni oczekiwania, czy pogoda nie zawiedzie, czy nawet to, czy Tesco okrzyknięte mianem największego w Europie faktycznie takim będzie. 

Nareszcie ok 6 rano dotarliśmy na prom u wybrzeży Francji. Pierwszy raz zdarzyło mi się,  by autokar dojechał na miejsce wcześniej, a jednak cuda się zdarzają. Po chwili na odświeżenie wreszcie dojechaliśmy do Anglii. Pierwszym przystankiem  było Greenwich i spacer przez Park Królewski. Mieliśmy okazję zobaczyć  Obserwatorium Astronomiczne - miejsce południka "zero", National Maritime Museum,  żaglowiec Cutty Sark. Znaczna część naszej grupy w momencie rozpoczęcia się krótkiej przerwy przed rejsem w okolice Westminster, nie mogła darować sobie klasyki, czyli zdjęcia z czerwoną budką telefoniczną. Następnym punktem podróży była piesza wycieczka po Londynie, wszystko byłoby porządku gdyby między Big Benem, Parliament Square, a Downing Street nie zastała nas ulewa, która zamieniła spacer w bieg przełajowy. Trafalgar Square i Piccadilly Circus stanowiły nieodłączną część naszej wycieczki, ponieważ niemalże codziennie w ten czy inny sposób mijaliśmy tę część Londynu. Musze również wspomnieć o Muzeum Brytyjskim, w którym znajduję się kamień z Rozetty i setki innych eksponatów z całego świata. Po godzinie 20, zmęczeni dotarliśmy do hotelu. Niestety nie udała się nam wyprawa, do zamkniętego już sklepu ale nic straconego. Już z samego rana niektórzy wybrali się tam na wycieczkę.

W  poniedziałek opuściliśmy hotel około 9 rano i udaliśmy się do Stonehenge, by obejrzeć słynny kamienny krąg. Następnym punktem programu był Oxford, miejsce gdzie znajduję się siedziba najstarszego anglojęzycznego uniwersytetu na świecie. Po spacerze i czasie wolnym połączonym z zakupami wybraliśmy się do Windsor- jednej z dwóch oficjalnych rezydencji brytyjskiej królowej Elżbiety II. Zamek robił ogromne wrażenie jednak minusem było to, że jego wnętrze nie jest dostępne dla zwiedzających.


Wtorek był dniem zwiedzania Muzeum Historii naturalnej, w którym mogłabym spędzić cały dzień, następnie razem z panią przewodniczką udaliśmy się na spacer trasą Tower of London, The Tower Bridge, The Monument, Southwark Catedral, Globe Theatre, Tate Galery. Po przerwie obiadowej udaliśmy się do Covent Garden- dzielnicy artystów. 


Środa była dniem szalonym i strasznie długim. Razem z bagażami wyszliśmy z hotelu około 9. Uczestniczyliśmy w zmianie warty przed Pałacem Buckingham, następnie zwiedziliśmy Galerę Narodową. Rzeczą, na którą duża cześć z nas bardzo mocno czekała była trzygodzinna przerwa w czasie której mogliśmy udać się na ekspresowe zakupy na słynną Oxford Street. Chętni odwiedzili kilka sklepów i mogli poczuć klimat tego miejsca. Byłam strasznie zaskoczona, gdy w tłumie ludzi zobaczyłam członków mojego ulubionego zespołu. Jak widać wszystko jest możliwe. Przerwa została przedłuża, teraz już wiemy na własnym przykładzie, że bez mapy wędrówka po Londynie może być trudna. Obładowani zakupami udaliśmy się do galerii sztuki współczesnej, a następnie dotarliśmy do London Eye skąd zabrał nas autokar. 


Eurotunelem przedostaliśmy się na stały ląd i ruszyliśmy w drogę powrotną do kraju.

Wycieczka była niewątpliwie doświadczeniem ciekawym, pomimo uszkodzonych kostek, kolan, pięt czy bolących stóp wszyscy dotarliśmy do celu i myślę, że każdy z nas będzie miał pozytywne wspomnienia z tego wyjazdu mimo deszczu, przebytych kilometrów czy zmęczenia podróżą. 
 

ZDJĘCIA! ZDJĘCIA! ZDJĘCIA!








 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz